Kilka wiadomości :D
No więc jak widzicie, dodałam 2 nowe gadżety. Są to "obserwatorzy" i "Blogi polecane".
Mam nadzieję, że trochę obserwatorów mi przybędzie, a razem z obserwatorami dojdzie troszkę komenatzry, które bardzo mnie motywują <3
Druga wiadomość dotyczy zmiany wyglądu naszej bohaterki Louisy. Mam nadzieję, że przyzwyczaicie się do nowej Lou równie szybko jak ja ^^
Trzecia wiadomość: moja przyjaciółka zgodziła się mi pomagać w prowadzeniu bloga. Jest to Ania i to właśnie na niej wzoruję naszą Louisę. Ania będzie pisała niektóre notki, i dbała o to, żeby z blogiem wszystko było ok :) Mam nadzieję, że ją polubicie ^^
Czwarta wiadomość, czyli ta ostatnia dotyczy twittera.
Ania ma konto na tym portalu, więc jeśli macie jakieś pytania co do notek, to zgłaszajcie się do niej: @AnubisFans98 :>
Właśnie z jej konta będzie też szła wiadomość o nowym rozdziale :D
I to na tyle dziś :D
niedziela, 3 marca 2013
niedziela, 24 lutego 2013
"Twoja mama powiedziała"
^Victoria^
Nie wiedział co powiedzieć. Stał tak tylko, wpatrzony we
mnie. Gdzieś za sobą usłyszałam kroki pozostałych. Musieli wyjść z domu na
zewnątrz. Może Louisa ich zawołała?
Nagle poczułam, że Liam mocno mnie ściska. Zdałam sobie
sprawę, że właśnie przyjął do wiadomości fakt, że przypomniałam sobie wszystko.
Odwzajemniłabym gest, jednak moje ręce były uwięzione gdzieś tam między moim
ciałem, a jego.
A ja czułam spokój. Spokój i ulgę, tylko to.
- No dobrze, ale co teraz? - zapytałam patrząc na przyjaciół.
Siedzieliśmy właśnie w ich kuchni. Była dość duża i jasna. Ciemne meble
idealnie kontrastowały z kremową ścianą. W całym pomieszczeniu pachniało
pomarańczą. Było to oczywiście sprawką Nialla, który obierał owoc w kącie.
- Twoja mama powiedziała, żebyśmy wyjechali. - powiedział
Harry.
Zatkało mnie.
- Jak to, wyjechali? - wyjąkałam powoli.
- Do Londynu. - sprostował Zayn, zanim Hazza zdążył
cokolwiek dodać.
Nie wierzyłam w to. Że co, mieliby wyjechać zostawiając mnie
i Louisę samą? Teraz? W takim momencie? Halo, ludzie, pobudka! Właśnie o mały włos
nie zostałam zabita przez jakiegoś psychola! Nie możecie wyjechać!
- Nie możecie wyjechać! - wykrzyknęłam swoje myśli.
"Głupia" - skarciłam się w myślach. Chłopcy spojrzeli na mnie
dziwnie.
- Jak to? - Louis zmarszczył brwi - Nie chcesz jechać?
- Ja nie chcę jechać? - spojrzałam na niego pogardliwym
spojrzeniem – To wy przecież chcecie wyjeżdżać.
Niall parsknął śmiechem w swoim kącie. Nie miałam pojęcia co
w tym zabawnego.
- Ale przecież wy jechałybyście z nami! - wykrzyknął również
rozbawiony Harry.
- My? Do Londynu? - tym razem to ja wybuchłam śmiechem -
Proszę cię, moja mama na to nie pozwoli.
- Już wszystko załatwione. - szepnęła Louisa, kładąc mi dłoń
na ramieniu. - Nasi rodzice się zgadzają. Decyzja należy do ciebie.
W kuchni zrobiło się cicho, a ja poczułam, że wszyscy na
mnie teraz patrzą. Zrobiło mi się okropnie głupio. Nie lubiłam, gdy jakaś ważna
decyzja należała do mnie. Widziałam, że Louisa bardzo chce jechać. Co jeśli
powiem, że nie jadę? Czy ona też zostanie? Czy może raczej pojedzie zostawiając
mnie tutaj? Chyba bym tego nie przeżyła...
A chłopcy? Im to pewnie obojętne. Ale przecież to dla mojego
bezpieczeństwa chcą wyjechać, tak? Poświęcają swój nowy dom, żebym ja mogła
spokojnie spać.
Tylko co z Lucy? Co z mamą? Mam je tu zostawić? Przecież nie
wytrzymam bez Lucy, mimo tego, że uważam ją za wnerwiającego bachora. Mama może
by sobie poradziła, ale co jeśli ten psychol zrobi wielki come back i tym razem
uweźmie się na nią? Mogłabym ją wziąć ze sobą. Ale ona na pewno nie pojedzie.
Nie ruszy się z kraju, nie ma takiej mowy...
- Tylko wtedy, jeśli Lucy pojedzie z nami. - wypaliłam w
końcu.
- Ależ oczywiście, że pojedzie! - wykrzyknął Zayn.
- Czyli załatwione, wyjeżdżamy do Anglii! - Louisa
podskoczyła uradowana i podbiegła do chłopców, żeby uwiesić im się na szyi.
- A co z mamą? - zapytałam tępym głosem przerywając tą pełną
radości chwilę.
- Przeprowadzi się do Włoszech. Poznała bardzo miłego
faceta, Fabricia. Na pewno ci go przedstawi. - uśmiechnął się ciepło Louis.
Poznała kogoś? To wspaniale! Od czterech lat siedziała
zamknięta w sobie, odizolowana od świata zewnętrznego. Nie chciała nawet
słyszeć o mężczyznach. Ten Fabricio musiał być naprawdę wyjątkowy, skoro mama zechciała
się z nim poznać. Ba, mało poznać - chciała z nim zamieszkać! Poczułam, że
właśnie od tej chwili, moje życie się zmieni. Być może na lepsze...?
Dokładnie pięć dni potem, stałam na zatłoczonym lotnisku. Na
głowę miałam zarzucony kaptur, na nosie okulary przeciwsłoneczne. Na około
kłębiły się tłumy paparazi, którzy bombardowali naszą grupkę fleszami.
Jacyś fani podążali za nami od samego wejścia co i róż coś pokrzykując.
Chłopcy natomiast starali się ich ignorować.
Louisa szła tuż obok mnie. Ja za rękę trzymałam wielce
podekscytowaną Lucy, która świergotała coś do Klary, kuzynki Lou.
- Tutaj, chodźcie tutaj. - potężny ochroniarz wprowadził nas
do jakiegoś pustego pomieszczenia - Będę pilnował wejścia. Macie 10 minut.
Tak... Właśnie ten moment przerażał mnie najbardziej. Bałam
się pożegnań, nie lubiłam ich.
- Córciu... - mama położyła mi rękę na ramieniu, a ja spuściłam
wzrok w podłogę. Nie wiedziałam co mam mówić. Nie wiedziałam co robić. Myślałam
tylko o tym, żeby było już po wszystkim.
Mama wzięła mnie w objęcia i pogłaskała po głowie. Po chwili
wahania, ja też ją uścisnęłam. W końcu prędko się nie zobaczymy.
- Uważaj na siebie. - stęknęłam przełykając wielką gulę,
która siedziała mi w gardle. I kto to mówi... Córka do matki? Która jest dorosła.
- A ty do mnie dzwoń. - uśmiechnęła się do mnie mama.
Pokiwałam tylko głową na znak zgody.
- Lucy chce się z tobą pożegnać. - podsunęłam młodą bliżej
mamy, a sama od niej odeszłam.
Zerknęłam na Louisę, żegnającą się z rodzicami. Miedzy nimi
była zupełnie inna relacja, niż między mną a mamą. Louisa mówiła swoim rodzicom
wszystko, ja prawie wszystko ukrywałam. Bolało mnie to, ale w głębi serca
wiedziałam, że tak jest lepiej. Mama i tak miała własne problemy.
Poczułam uścisk na przedramieniu. Automatycznie się
odwróciłam. Za mną, stał opalony, bardzo przystojny mężczyzna. Zdążyłam go już poznać.
Fabricio.
- Opiekuj się mamą. - mruknęłam szorstkim głosem. Może nawet
trochę za szorstkim...
- A ty uważaj na siebie. - Fabricio uśmiechnął się
przyjacielsko. – No i baw się dobrze.
I ku mojemu zdziwieniu, facet, którego znam nie cały
tydzień, przytulił mnie na pożegnanie. I nie powiem, że to minie pasowało.
Wręcz przeciwnie, ucieszyłam się, że darzy mnie sympatią.
Trelelele, o to kolejna notka! :D Jak wam się podoba? Starałam
się, serio. W następnej notce moooże pojawi się nowa postać, no i oczywiście
"Welcome London!" ^^
Zażalenia składajcie mi w komentarzach. Proszę, żeby każdy
kto przeczyta, niech skomentuje: to dla mnie ważne - motywuje mnie do pisania!
:D
No i oczywiście Massive thank you dla Ani, Milki i Karoliny,
które czytają to z cierpliwością… >.<
czwartek, 21 lutego 2013
"Pożar" + wiadomości ♥
^Victoria^
Kolejne dwa dni minęły mi bardzo szybko. Zdążyłam sobie jednak przypomnieć wiele krótkich scenek, jakby wyrwanych losowo z filmu. W dalszym ciągu nic o nich nie wspomniałam moim towarzyszom, którzy zmieniali się jak w kalejdoskopie. Jednak była jedna osoba, która od czasu mojego przebudzenia nie ruszyła się z mojej salki ani na chwilę. Była nią Louisa. W ciągu tych dwóch dni przypomniałam sobie, że darzyłam ją wyjątkowym uczuciem i było to coś więcej niż znajomość.Dowiedziałam się też, że nieprzytomna leżałam ponad 2 tygodnie. Na początku trudno mi było mi w to uwierzyć, ale po potwierdzeniu tego faktu przez Liama, wreszcie przyjęłam to do wiadomości. Sama nie wiem czemu akurat jemu uwierzyłam. Poczułam gdzieś w głębi, że mogę mu ufać już w pierwszych chwilach po obudzeniu.
Trzeci dzień po odzyskaniu przytomności. Spojrzałam na ekran telefonu, który powiadomił mi, że jest godzina 12:40. W salce aktualnie siedział tylko Harry i Louisa oczywiście. Zajadali się słodkimi winogronami, które chłopak kupił na straganie nieopodal szpitala. Rozmawialiśmy właśnie o grze w karty, gdy do pomieszczenia wparowała jakaś dziewczyna. Po minie Louisy wywnioskowałam, że się znają.
- Klara! - wykrzyknęła właśnie przepychając się między moim łóżkiem, a stołkiem Harre'go do nowo przybyłej. W skutek tego, Hazza wylądował na posadzce. Z trudem powstrzymałam wybuch śmiechu spoglądając na Lousię, która ignorując pełne wyrzutów spojrzenie chłopaka, uściskała tamtą.
- Hej. - dziewczyna odwzajemniłapowitanie.
- Tori, to jest Klara. Pamiętasz? - dziewczyna uśmiechnęła się wskazując ręką na Klarę - Jej rodzice wyjeżdżają do Bułgarii, dlatego od wczoraj Klara mieszka u mnie.
- Tak, miło mi cię poznać. - mruknęłam do niej cicho. Chciałam sprawiać wrażenie miłej. Bo jeśli rzeczywiście znałam ją przed utratą pamięci, to może się lubiłyśmy? Nie chciałam jej do siebie zrazić.
- Victoria... - wielki kalafior zawołał mnie wychylając się
zza kaktusa.
- Co? - zapytałam idąc w jego stronę.
- Victoria.. - powtórzyło warzywo łagodnym głosem.
- No co? - tupnęłam nogą zirytowana. Przecież daję mu do
zrozumienia, że chcę go wysłuchać, a on nic nie mówi.
- Victoria! - kalafior nagle znalazł się tuż przy mnie i
trącił mnie w ramię.
- CZEGO?! - wydarłam się otwierając oczy.
Leżałam na łóżku. Nade mną stał pochylony Louis ze
zdezorientowaną miną.
- Wszystko ok? - zapytał uważnie mnie obserwując.
- Tak. Po prostu śniłeś mi się jako wielki, okropnie
wkurzający kalafior, nic więcej. - mruknęłam spokojnie, na co Louisa oparta o barierkę
mojego łóżka, parsknęła zduszonym śmiechem.
- Czego chcecie, że śmieliście mnie obudzić? - zapytałam jak
najbardziej groźnym głosem. No bo kurcze po co mnie budzą? Już nawet pospać
sobie człowiek nie może w spokoju?
- Co ty taka skwaszona? Powinno cię to cieszyć! -
podskoczyła ucieszona Louisa.
- Wypisują cię, kochanie. - zaćwierkał Louis przesłodzonym
tonem. Rzygać się chce.
Już miałam mu się odgryźć za ten jego ton, ale nagle mi coś zaświtało.
Wypisują? To znaczy, że wrócę do domu? Nareszcie! Mimo tego, że nie pamiętałam
domu, od mojego przebudzenia tylko o nim marzyłam. Miałam nadzieję, że dzięki
niemu coś sobie przypomnę. Coś, co jest naprawdę istotne.
Wyskoczyłam z łóżka i uścisnęłam przyjaciół - no bo chyba
mogłam ich tak nazwać.
- Ale... Gdzie reszta chłopców? - zapytałam rozglądając się
po sali.
- Już na miejscu, czekają na ciebie. Ubieraj się. -
powiedział Louis już swoim całkowicie normalnym głosem i wyszedł, żeby zostawić
mnie w sali tylko z Louisą.
Do domu zawiózł nas Louis. Nie wiedziałam że ma prawo jazdy.
Co ja gadam. Praktycznie nic o nim nie wiedziałam...
Podróż minęła szybko i miło. Louisa wciąż coś trajkotała,
ale nie przeszkadzało mi to. Louis natomiast siedział cicho skupiony na drodze.
Co jakiś czas tylko, zaśmiewał się z jakiegoś bezsensownego zdania
dziewczyny.
Dom pod którym zaparkowaliśmy był niesamowicie wielki. Nie
pamiętałam go, ale nawet nie spodziewałam się że kiedykolwiek mieszkałam w
czymś tak pokazowym.
Nie czekając na oklaski wbiegłam do środka. Kilka uścisków wymienionych
z chłopakami, kilka pytań na temat tego jak minęła podróż i jak wypadły wyniki
mojego ostatecznego bilansu.
- A teraz zaprowadźcie mnie do mojego pokoju! - wykrzyknęłam
radośnie, oczekując, że Louisa pogna w stronę wspomnianego pomieszczenia, swoim
skocznym krokiem. Nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie – w salonie zrobiło
się cicho.
- Halo? - pomachałam im ręką przed oczyma - Nie pamiętacie
już? Zapomniałam gdzie jest mój pokój, zapomniałam jak do niego dojść! Więc
byłabym wdzięczna, gdyby ktoś mi przypomniał. – uśmiechnęłam się najpiękniej
jak potrafiłam.
- Ale Vica... - usłyszałam cichy głos Harrego - Ty nie masz
własnego pokoju.
^Liam^
- Jak to kurcze nie mam? - zapytała zdezorientowana -
Przecież tu mieszkam tak?
- Nie Tori... - szepnęła nieśmiało Louisa - Nie mieszasz tu.
- Jak to kurcze nie?! - krzyknęła przerażona. Wiedziałem, że
od początku powinniśmy jej powiedzieć prawdę.
- Spokojnie, mała. - Zayn położył jej rękę na ramieniu
starając się ją uspokoić. - Zaraz ci wszystko wyjaśnimy.
- Nie! - wrzasnęła strącając jego dłoń - Nie chcę wyjaśnień,
chcę do domu!
Z jej oczu pociekły łzy, a ja poczułem w sercu ból. Ból nie
do zniesienia. Nie mogłem patrzeć jak cierpi.
Dziewczyna puściła się biegiem w stronę drzwi.
- Poczekaj, Victoria! - chwyciłem ją za nadgarstek. Sam nie
wiem czemu to zrobiłem. Głupi ja. - Jaa.. Wszystko ci wytłumaczę.
I nie zwracając uwagi na miny chłopców, pociągnąłem ją na
dwór.
^Victoria^
- Widzisz to tam? - Liam pokazał w kierunku góry spalonych
desek i popiołu.
- Tam mieszkałaś. - dodał kiedy lekko kiwnęłam głową.
To chyba jakiś żart. To były zgliszcza. Ja miałam tam
mieszkać?
- Co... Co się stało? - zapytałam przełykając łzy.
- Pożar. - usłyszałam łamiący się głos Louisy, która
pojawiła się, diabeł wie skąd.
- Jak to pożar? - zapytałam przygaszonym głosem.
- Mężczyzna który cię postrzelił, podpalił dom, żeby pozbyć
się wszelkich śladów. Strażacy zdążyli cię stamtąd zabrać, zanim twoje ciało
się zapaliło. - Liam potarł moją dłoń.
- Czemu mi nie powiedziałeś? - zapytałam chyba trochę za
ostrym tonem.
- Nie chcieliśmy cię narażać na dodatkowy stres. –
wymamrotał skruszony chłopak.
- Narażać mnie na stres?! - wrzasnęłam wściekła już nie powstrzymując
łez. Co oni sobie myśleli?! Że zachowają w tajemnicy fakt, że mój dom stanął w
płomieniach?!
- Wiem. - Liam obrócił mnie twarzą do siebie, prawie
zmuszając mnie do tego, żebym na niego spojrzała. - Przepraszamy.
Już miałam się odwrócić. Miałam uciec gdzieś daleko, tak
daleko, że już nikt mnie nigdy nie znajdzie. Ale nie zrobiłam tego.
Spojrzałam w jego ciemne oczy. Poczułam dziwny ucisk w
płucach. Moje mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Co się ze mną działo?! Nagle cały
świat zawirował. Zobaczyłam swoją przeszłość.
Zobaczyłam Lucy, mamę, Louisę, nawet tatę. Zobaczyłam
zabawny kapelusz przyjaciółki, koszyk ciastek, które tak smakowały Niallowi.
Zobaczyłam goniącego nas mężczyznę i blondynkę której dom, dał nam schronienie przed
psycholem. Zobaczyłam dom. Dom, który jeszcze wtedy był piękny. Który dawał mi
szczęście i bezpieczeństwo.
A wszystko to pokazały mi oczy tego chłopaka, którego w
gruncie rzeczy tak mało znam. A mimo to, nazywam go przyjacielem.
- Ja... - bąknęłam próbując przypomnieć sobie ludzką mowę - Wszystko
pamiętam.
No tak, więc jak widzicie zakończyłam na dziś xd
Nie wiem kiedy pojawi się następna notka, bo teraz będę miała trochę mniej czasu na pisanie.
Otóż od tygodnia mieszkam w internacie, w Warszawie, a wiecie jak to jest w internacie. W weekendy jeżdżę do przyjaciółki lub cioci, która mieszka w moim starym mieście, więc myślę, że w weekend coś napiszę :3
Wiem, że jest trudność w połapaniu się między Louisem, a Louisem xd Przepraszam za to, ale musicie sobie jakoś radzić xd
+ ogłoszenia parafialne xd
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, dziś w nocy pojawił się teledysk do One Way Or Another, piosenki która promuje udział One Direction w akcji "Red Nose Day". Teledysk był kręcony między innymi w Japonii, Londynie i GHANIE! :)
Tu jest >>LINK<< :)
Druga sprawa, to Brit Awards 2013! ^^
Chłopcy nie wygrali w kategorii najlepszej Brytyjskiej Grupy, ale dostali statuetkę za Globalny Sukces, za co należą im się ogromne brawa! :)
To jest link do wywiadu, który odbył się za kulisami, po tak zwanych "after party". Dziwne zachowania chłopców są usprawiedliwione tym, że byli już nieźle wstawieni xd
wtorek, 12 lutego 2013
"Strzępki"
^Liam^
Łzy stanęły mi w oczach. Nie pamiętała mnie, nie pamiętała
nikogo.
Sięgnąłem po telefon chcąc zadzwonić do jej mamy i
poinformować ją o sytuacji. Pomyślałem jednak, że najpierw zawołam lekarza,
który oceni stan dziewczyny.
Już za chwilę do sali weszła młoda blondynka o długich,
prostych włosach. Na początku myślałem, że to tylko pielęgniarka, ale okazała się
być bardziej doświadczona niż wyglądała.
- Amnezja. - stwierdziła krótko podchodząc do mnie.
- To znaczy? - zapytałem mimowolnie zerkając na leżącą metr
ode mnie dziewczynę, która spokojnie bawiła się poszewką od kołdry.
- Zanik pamięci. Jest to bardzo częste po tego typu
wypadkach. Szczególnie, że jej przypadek był wyjątkowo ciężki... – westchnęła ciężko
blondynka. - Nie wiele pacjentów żyje po przebiciu płuca, a ona trzyma się
nawet nieźle.
- A czy ona wyzdrowieje? - zapytałem mrugając kilka razy
powiekami próbując powstrzymać łzy.
- Mam taką nadzieję. Niestety nie potrafię powiedzieć ci,
jak długo to potrwa. - lekarka uśmiechnęła się słabo. - No i nie wiem, czy
pamięć wróci w 100%, czy tylko częściowo.
Pokiwałem tylko głową i odprowadziłem blondynkę wzrokiem do
drzwi. Wierzyłem w to, że będzie dobrze, ale myśl, że Victoria straci pamięć
już na zawsze i to częściowo przeze mnie, doprowadzała mnie do szału.
- Halo, Louis? - mruknąłem do słuchawki chodząc po korytarzu
w te i z powrotem.
- Tak, co się stało? - usłyszałem zaniepokojony głos
przyjaciela po drugiej stronie.
- Victoria się obudziła, przekaż to jej mamie.
- Obudziła się? - Louis wyraźnie się ucieszył. - No to
wspaniale, zaraz do was jedziemy.
I nim zdążyłem powiedzieć, że dopadła ją amnezja, on się rozłączył.
Westchnąłem ciężko i wróciłem do sali.
^Victoria^
Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, który zajął swoje
miejsce obok mojego łóżka. Byłam strasznie ciekawa z kim rozmawiał przez
telefon, ale wstydziłam się zapytać. W końcu ledwo go znałam... Przynajmniej tak
mi się wydawało.
- Dobrze się czujesz? - zapytał skubiąc suwak od swojej
bluzy.
- Tak, znacznie lepiej niż po obudzeniu. - uśmiechnęłam się
sama do siebie. - Ale okropnie boli mnie tutaj. - położyłam rękę pod prawą piersią,
a po moim ciele przeszedł piekący ból.
- Miałaś operację. - powiedział spokojnie Liam, odciągając
moją dłoń od bolącego miejsca. - Nie ruszaj.
- Operację? A co się dokładnie stało? - zapytałam usiłując
się uśmiechnąć.
- Zostałaś postrzelona, ale o tym już wiesz. Kula przebiła
ci prawe płuco. Nie dawali ci szansy na przeżycie. - westchnął. - Na stole operacyjnym
leżałaś przez 12 godzin, aż w końcu doprowadzili cię do porządku.
- Czyli przestrzelone płuco. Więc czemu straciłam pamięć? - zmarszczyłam
czoło próbując znaleźć jakiekolwiek powiązanie między tymi dwoma rzeczami.
- Nie jestem lekarzem. - parsknął śmiechem Liam.
Najwidoczniej próbował rozładować atmosferę. Byłam mu za to wdzięczna. - Ale
twoja lekarka powiedziała, że to przez bliską śmierć. Na szczęście jej uniknęłaś.
Pokiwałam tylko głową odwzajemniając uśmiech kolegi.
^Louisa^
Wbiegłam do sali jako pierwsza. Zaraz za mną weszła mama
Victorii, Niall, a potem reszta chłopaków.
- Tori! - rzuciłam się do łóżka przyjaciółki, aby uściskać
ją przyjaźnie. - Tak się stęskniłam!
- Eee... Cześć. - dziewczyna lekko się uśmiechnęła i zmierzyła
mnie wzrokiem od stóp do głowy. Zauważyłam, że coś jest nie tak, ale wolałam
się nie odzywać.
- I jak się czujesz córeczko? - pani Violetta pogłaskała
Victorię po włosach patrząc na nią troskliwym wzrokiem.
- Córeczko? - Tori spojrzała na swoją mamę dziwnym wzrokiem
i odsunęła się od jej dłoni.
- Co się stało? - zapytałam szeptem Liama.
- Amnezja. - chrząknął chłopak na tyle głośno, żeby reszta
zebranych w sali go usłyszała.
Przerażona, uniosłam dłoń i zakryłam nią usta. To jakiś
koszmar...! Tak długo czekałam na jej obudzenie, a ona teraz mnie nie
pamięta...
^Victoria^
Kobieta stojąca przy moim łóżku, nazwała mnie córką.
Naprawdę nią byłam, czy ona oszalała?
Zerknęłam na Liama, lecz on tylko skinął głową na znak, że
to prawda.
- Przepraszam, ale nie pamiętam Pani... - powiedziałam cicho
badając wzrokiem każdego kto stał w pomieszczeniu.
- Pani? - powtórzyła kobieta nie kryjąc smutku. Dopiero
teraz zdałam sobie sprawę, jak sucho musiało to zabrzmieć. No ale jak miałam ją
nazwać? Ogórkiem?
- Przepraszam......cię. - dokończyłam niepewnym głosem.
Kobieta wstała z krawędzi mojego łóżka i podeszła do jednego
z chłopców, który objął ją ramieniem i lekko poklepał po plecach.
- To nasza wina. - powiedział cicho Liam. Nie miałam pojęcia
o co mu chodzi.-Gdybyśmy zostawili was w spokoju spokojnie nie leżałabyś tutaj.
- Daj spokój Lee... - wywróciła oczami dziewczyna, która
wcześniej tak entuzjastycznie mnie powitała.
- Tak jest, Louisa. - Louisa? Więc dziewczyna nazywa się
Louisa? - Niektórzy psychofani tacy są. - jacy fani? O czym on mówi?
- To mogło się przydarzyć każdemu. Najważniejsze, że Tori
będzie mogła niedługo wrócić do domu. - Louisa poklepała Liama po ramieniu.
Tori.... Tori... Tori? To słowo mi coś mówiło. Nagle przed
oczami stanęła mi ta oto dziewczyna. Wchodziła po jakichś schodach. W pewnym
momencie odwróciła się i zawołała mnie w taki sposób.
Obraz zniknął. Pojawił się inny. Pojawiła się ona, siedząca
obok mnie na ławce. Śmiała się głośno z czegoś, a potem powtórzyła to jedno
słowo, które namieszało mi tyle w głowie.
Mrugnęłam nerwowo powiekami pozbywając się wątłych
wspomnień.
- Louisa ma rację, już niedługo wyjdziesz ze szpitala. –
Liam pogłaskał mnie po dłoni.
I znowu stanęła mi przed oczami kolejna scenka. Mała
dziewczynka w słomkowym kapeluszu. W ręku trzymała koszyk wypełniony
truskawkami. W pewnym momencie złapała mnie za dłoń i potarła właśnie w taki sposób
jak robił to Liam.
Drgnęłam gwałtownie otrząsając się z
"transu".
Kilkoro z zebranych spojrzało na mnie dziwnie.
Zaledwie godzinę później moi goście zaczęli się zbierać do wyjścia.
- Ja zostanę, posiedzę z nią. - powiedziała
"mama". - Zajmiecie się Lucy, prawda?
Lucy? Czyżby moja "siostra"?
- Nie, niech pani pójdzie i odpocznie. Przecież siedziała tu
pani przez całą noc. Teraz ja zostanę. - Louisa uśmiechnęła się promiennie.
- Ja z tobą. We dwoje będzie raźniej. - chłopak nazywany
przez innych Louisem stanął obok dziewczyny.
Już za chwilę w sali zostały tylko 3 osoby: ja, Louisa i
Louis. Rozmawialiśmy chwilę o jakichś bezsensownych sprawach, a mi co jakiś czas
coś się przypominało jacyś ludzie jakieś wydarzenia których nie mogłam
zidentyfikować. Oczywiście nic o nich nie powiedziałam moim towarzyszom.
Już wkrótce w sali zrobiło się całkiem ciemno, a zegar
wybił godzinę 23. Ziewnęłam spoglądając na Louisę, która spała w kącie pomieszczenia
oparta o ramię również śpiącego Louisa.
Uśmiechnęłam się na ten widok. Czyżby ta dwójka była parą?
Usiłowałam zasnąć. Jednak ciągle wracały strzępki wspomnień. Strzępki
które nic nie znaczyły i nic nie zmieniały…
O Jaaa, ja kocham ten gif xD
Na tyle koniec :D Pojawią się nowe postacie w zakładce :Bohaterowie" :D M.i pani Violetta, oraz bohaterki, które jeszcze nie pojawiły się w żadnej notce, ale w następnej spróbuję coś o nich napisać :D
A jak na razie papa! ^^
+ pliiiska, jeśli to czytacie, skomentujcie <3 To dla mnie very ważne xd :(
czwartek, 24 stycznia 2013
Pustka...
^Victoria^
Poczułam,
jak moje źrenice powiększają się do wielkości pięciu złotowej monety.
Gwałtowne bicie mojego serca zaczęło sprawiać mi ból.
Zerwałam się z krzesła jak oparzona. Nie spuszczając wzroku z kępki krzaków zaczęłam cofać się do tyłu, do drzwi.
Zbiegłam na dół z prędkością wiatru.
- Mamo, ktoś jest przed domem! - wrzasnęłam w połowie schodów - Zamknij drzwi wejściowe!
- O co ci chodzi? - mama zmarszczyła zdezorientowana brwi.
Szybko przekręciłam zamek w drzwiach.
Nagle, na górze rozległ się potworny huk i odgłos tłuczonego
szkła. To chyba była szyba...
- Co to było? - mama spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Nie wiem, mamo, dzwoń po policję! - wykrzyknęłam
zdenerwowana.
Mama spojrzała na mnie z niepokojem, chwyciła słuchawkę
telefonu i pośpiesznie wykręciła numer.
Po schodach zaczął ktoś zbiegać. Mężczyzna w czarnej,
skórzanej kurtce. Nie widziałam jego twarzy - był zamaskowany.
Później wszystko stało się w mgnieniu oka. Nawet nie
zdążyłam zakodować niektórych rzeczy.
Mężczyzna wyjął zza pazuchy pistolet. Strzelał praktycznie
na oślep. Słyszałam piski mojej mamy. Myślałam że ją postrzelił, jednak kątem oka
zobaczyłam, że ukryła się za kanapą.
Ja również rzuciłam się na ziemię. Jednak zanim jeszcze
upadłam na miękki dywanik, poczułam ostry ból w okolicach klatki piersiowej.
Nawet nie krzyknęłam. Po prostu upadłam na podłogę, by chwilę potem stracić przytomność...
----
Gdzieś jakby z oddali słyszałam miarowe piknięcia. Dopiero
po dłuższej chwili zorientowałam się, że źródło owego dźwięku wcale nie jest
daleko - wręcz przeciwnie, tuż obok mnie.
Spróbowałam otworzyć oczy. Gdy tylko uchyliłam powieki,
uderzyło we mnie ostre światło. Zmrużyłam oczy usiłując złapać ostrość obrazu.
Widziałam jednak tylko to światło. Okropnie jasne. Czy ja
umarłam?
Uniosłam powoli głowę wspierając się na łokciach. Leżałam w jakiejś
sali. Była dość mała, ale mała ilość mebli nadawała jej przestronności.
Wszystko było tak zamazane, że nie mogłam się zorientować
gdzie się dokładnie znajduję.
Westchnęłam ciężko i z powrotem zamknęłam zmęczone światłem
oczy.
- Victoria. - usłyszałam cichy głos gdzieś obok. Skąd ja
znałam ten głos? Nic już nie pamiętałam.... - Wreszcie się obudziłaś!
Poczułam uścisk. Nie wiedząc nawet kto mnie przytula,
poklepałam go po plecach.
- Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie głos.
- Kim jesteś? - zapytałam ignorując pytanie.
- Liam. - usłyszałam cichy głos. Kim był do cholery Liam?!
- Nie pamiętam cię... - westchnęłam - Nie mogę cię zobaczyć.
- Straciłaś wzrok?! - wykrzyknął przerażony chłopak zrywając
się z krzesła, czy czegoś tam, na czym siedział.
- Nie, po prostu razi mnie światło. - odparłam ze śmiertelną
powagą.
- Aaa, wybacz. - zaśmiał się chłopak. Nie wiem co było w tym
śmiesznego.
Poczułam, że pod powiekami robi się coraz ciemniej. Mogłam
tylko zgadywać, że mój rozmówca zasłonił żaluzje.
Zaryzykowałam i otworzyłam oczy. Byłam....w sali szpitalnej?
Tak, na to wyglądało...
Cała masa przedziwnych urządzeń, niektóre były podłączone
kablami do mnie. Albo raczej na odwrót - mnie podłączyli do nich... Białe
ściany, od których odbijało się wtedy to diabelskie światło... Stojak z kroplówką
tuż przy moim łóżku.
Dopiero teraz przypomniałam sobie o moim towarzyszu. Stał
przy oknie, które dopiero co zasłonił miętowymi zasłonkami. Patrzył na mnie nie
pewnym wzrokiem.
Nie bardzo wiedziałam co mam zrobić, lub co powiedzieć.
Dlatego po prostu się uśmiechnęłam. Chłopak natychmiast odwzajemnił uśmiech i
podszedł do mnie wolnym krokiem. Usiadł z powrotem na swoim stołku obok łóżka.
- No i? - zapytał po rekordowo długiej chwili ciszy. -
Pamiętasz mnie?
- Tak jakby... - stęknęłam. Chciałam go pamiętać. Ale nie
mogłam... Ta twarz, te oczy... Kojarzyłam je. Ale skąd?
- To znaczy? - chłopak zmarszczył czoło.
- Kojarzę cię. Ale nie wiem skąd cię znam, nie wiem nawet
czy kiedykolwiek z tobą rozmawiałam, czy tylko znam cię z widzenia.
- Oczywiście, że mnie znasz! - wykrzyknął zdziwiony. Wiedziałam,
że nie kłamał. Szkoda tylko, że ja nie mogłam uporać się z własnymi wspomnieniami.
Poczułam, że zbierają mi się łzy w oczach. Nie mogłam ich powstrzymać.
Nic nie pamiętałam... Nic. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam, nie wiedziałam
jak długo tutaj leżę i dlaczego tu leżę. Nie mogłam przypomnieć sobie żadnych
kolegów i znajomych z klasy, nie mogłam przypomnieć sobie kim był ten chłopak.
Jakby ktoś wykasował mi pamięć.
- Skąd... Skąd się tu wzięłam? - zapytałam pośpiesznie
ocierając łzy zanim chłopak podniósł na mnie wzrok.
- Zostałaś postrzelona. - powiedział patrząc na mnie smutnym
wzrokiem - Nie pamiętasz? Omal cię nie straciliśmy.
- StraciliśMY? - wymamrotałam przymykając oczy - Ktoś tu
jeszcze był u mnie?
- Cała masa ludzi. Twoja mama, Louisa i chłopaki
przesiadywali tutaj na zmianę. Nigdy nie byłaś sama. - chłopak uśmiechnął się
lekko.
- Louisa... - szepnęłam cicho próbując przypomnieć sobie
wspomnianą dziewczynę. - Chłopaki?
- Ty nic nie pamiętasz, prawda? - zapytał widząc moje
wysiłki przywrócenia pamięci.
Po chwili ciszy, wreszcie pokręciłam przecząco głową. Nagle
wybuchłam żałosnym płaczem. Nie mogłam go już dłużej wstrzymywać.
Kimkolwiek był ten chłopak, chciałam żeby mnie przytulił.
Przytulił i pocieszył.
Tak się stało.
Chłopak przychylił się do mnie i mocno mnie przytulił.
Zamknęłam oczy i przycisnęłam twarz do jego bluzy.
Heej kochani ^^
Mam nadzieję, że rozdział całkiem znośny... Okropnie mnie
korciło, żeby urwać na postrzale bohaterki, ale rozdział byłby wtedy meeegaaa krótki
xd
Wczoraj wieczorem dostałam takiej weny. Nagle przyszło mi do
głowy tyle pomysłów na opowiadania! Szkoda tylko, że tak mało ludzi je
zobaczy... :<
Subskrybuj:
Posty (Atom)